14.09.2003r.
-Marietta ! - Krzyknęła mama - My wychodzimy , będziemy za godzinkę .
Wyszliśmy z naszego pięknego domu . Udaliśmy się wolnym krokiem do parku . Co tygodniowe spacery po parku , stawały się naszym rytuałem .
-A pójdziemy jeszcze na lody ? - Spytałam robiąc słodkie oczka.
- Oczywiście , ale później . -Uśmiechnął się tato .
Szliśmy bardzo wolno. Nagle podeszła do nas jakaś dziewczynka z pytaniem , czy może się ze mną pobawić . Zgodziłam się.
Po udanej zabawie udaliśmy się do domu . No , oczywiste jest chyba to , że po lody poszliśmy również.
Gdy dochodziliśmy do ulicy , na której mieszkamy , rozległ się głos straży pożarnej i policji .
Pobiegliśmy pod sam dom i to , co ujrzeliśmy wbiło nas w ziemię . NASZ DOM SIĘ PALIŁ .
Podeszli do nas policjanci , uspokajając . Moi rodzice , powiedzieli , żebym nie odchodziła od policjantów. Tak też zrobiłam, a oni sami pobiegli do środka płonącego domu . Policjanci próbowali ich zatrzymać, jednak oni byli niepowstrzymani . W tym domu , mieliśmy wszystko ,a oprócz tego , była tam jeszcze Marietta - nasza sprzątaczko - opiekunka .
Moich rodziców nie było już dobre dwadzieścia minut , a strażacy weszli do tego domu , aby ich znaleźć.
Znaleźli . Martwych .
Ostatnie , co pamiętam , to ich martwe ciała wynoszone na rękach strażaków . Jedyna dobra nowina była taka , że Marietta żyła . Z tego co mi opowiadała , to oni ją ocalili .
_________________________________________________________________
Gdybyście mogli ,postarać się o chociaż dwa komentarze ,byłybyśmy bardzo wdzięczne ,ponieważ bardzo nam na tym zależy. Musimy wiedzieć ,że dla kogoś to piszemy .






